Otworzyłam zielone oczy. Było ciemno i zimno. Usiadłam...Trawa. Ale jak? Przecież ja nie lunatykuję. Otaczały mnie drzewa. Strzepałam ziemię z krótkich jasnoróżowych spodenek do spania. Poprawiłam białą koszulkę z nadrukiem kotka. Naciągnęłam na siebie bardziej koszulę w jasną kratę, gdy zerwał się chłodny wiatr, rozwiewając długie brąz oczy. Co się tu do cholery dzieje? Jakim cudem się tu znalazła? Przecież byłam w domu, w swoim łóżku, a teraz... Ruszyłam przed siebie w nieznanym mi kierunku. Kawałek dalej znalazłam inną nieprzytomną dziewczynę. Szturchnęłam ją.
- Kim ty jesteś? - zapytała przestraszona blondynka odsuwając się ode mnie.
- Mam na imię Nadia. Wiesz może gdzie jesteśmy? Kim jesteś? - zalałam ją pytaniami. Niebieskooka rozejrzała się dookoła.
- Las- mruknęła bardziej do siebie, niż do mnie - Ale jak?
- Nie wiem. Też się tu obudziłam. Jak się nazywasz?
- Lucy - przedstawiła się. Wyciągnęłam rękę do dziewczyny i pomogłam jej wstać.
- Wiesz, skoro trafiłaś na mnie, może są inni?
- Może - odparłam - Przeszukajmy najbliższą okolicę. Blondynka kiwnęła głową i ruszyłyśmy przed siebie. Po około piętnastu minutach w ciemność znalazłyśmy kolejną osobę. Na wilgotnej trawie leżał chłopak w szarych dresach. Dobrze zbudowany brunet ocknął się,gdy tylko do niego podeszłyśmy.
- O cholera - zaczął - Wiem, że impreza była przednia, ale dwie laski na raz po kacu? - uśmiech nie schodził z jego ust. Skrzywiłam się.
- Jak się nazywasz? - zapytałam.
- Mówią na mnie Los. Możemy zawrócić, chyba, że macie się ochotę zabawić - odparł, cały czas się szczerząc.
-Więc.... Los, mamy dla ciebie złą wiadomość. Impreza się skończyła. Dawno temu. Jesteśmy w nieznanym nikomu miejscu - wyjaśniłam na szybko.
- Co? -zapytał, a mina mu zrzedła - Jaja sobie robicie.
- Myśl, jak chcesz. Ale chodź z nami, musimy jeszcze przeszukać las.
- Dlaczego? - spytał.
- Bo w ten sposób znalazłam ją i ciebie - odpowiedziałam i ruszyliśmy przed siebie. Po piętnastu minutach natrafiliśmy na kolejnego chłopaka. Był to szczupły z lekko zarysowanymi mięśniami chłopak w czarnych bokserkach. Również się ocknął dopiero wtedy, gdy podeszliśmy do niego.
- Gdzie ja jestem? Kim wy jesteście? - zapytał szatyn.
- Ja nazywam się Nadia. A to Los i Lucy. Jesteśmy w lesie i nie wiemy co się dzieje - wyjaśniłam na szybko.
- Jestem Shaine. Co pamiętacie jako ostatnią rzecz? - zapytał szatyn siedząc już na trawie.
- Położyłam się spać, we własnym łóżku, dla jasności - odpowiedziałam jako pierwsza.
- Ja zasnęłam nad książkami w bibliotece.
- Miałem imprezę... - przeciągnął się brunet.
- I chyba zaliczyłeś zgon, co? - przekornie spytał Shaine - Ja co ostatnie pamiętam, to jak oglądałem film. Dość nudny.
- Czyli każde z nas zasnęło. w innych miejscach, z innych powodów - podsumowałam.
- Wiecie, może powinniśmy jeszcze przeszukać tę okolicę, co? Jest nas czwórka. Może ktoś jest jeszcze - zaproponowała Lucy. Wszyscy się zgodziliśmy z dziewczyną i w milczeniu ruszyliśmy przed siebie. Słońce wzeszło, a las się rozjaśnił. Dopiero teraz można było dostrzec każdy szczegół. Pół godziny później natrafiliśmy na ślady krwi. Chłopcy przekonali mnie i Lucy,by podążyć za tropem. Pięć minut później staliśmy nad ogromną kałużą krwi i poszarpanym ciałem małej, drobnej rudowłosej dziewczynki.
- Spadajmy stąd - jako pierwsza odezwała się Lucy. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. Po prostu poszliśmy przed siebie. Gdy po długiej wędrówce udało się nam wyjść z lasu na polanę, w oddali ujrzeliśmy miasto. Ale nie takie, jak twoje. To były ruiny miasta.
- Musimy tam iść - zadeklarował Los.
- Zgupiałeś? Tam nic nie ma. Spójrz tylko, jak to miasto wygląda.
- Ma rację - Shaine poparł Lucy - Wszyscy pewnie są już martwi.
- A może znajdziemy tam odpowiedź, dlaczego się tutaj znaleźliśmy. Dlaczego my? Chodźmy tam.
- Nadia,jeśli nas zabiją... To przysięgam, ty skończysz pierwsza martwa - zagroziła blondynka.
- Żaden problem - uśmiechnęłam się. Po kolejnej niedługiej wędrówce stanęliśmy przed ruinami miasta.
- Sol et Luna - przeczytał Los - Co znaczy?
- Pewnie nazwa tego miasta - odpowiedział szatyn. Nieśmiało weszliśmy głębiej. Nie szliśmy środkiem, a przy obdrapanych, zniszczonych murach budynków. W razie jakiegokolwiek zagrożenia, naszym planem ewakuacyjnym było dostanie się do środka najbliższego budynku.
Na ulicy leżały to większe,to mniejsze kawałki ścian. Kurz cały czas unosił się w powietrzu.
- Jak tu cicho, wręcz można w depresję popaść - odezwała się nagle Lucy.
- Zupełnie nie przypomina miejsca, z którego pochodzę - dodał Los.
- Tu się mylisz, synu - usłyszeliśmy za sobą głęboki głos. Powoli odwróciłam się. Za nami stał wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Ubrany garnitur i mokasyny. Miał długie do ramion włosy, które był bardzo zadbane. Obok niego stała szczupła, niższa kobieta. Miała rude włosy sięgające jej pupy. Miała na sobie piękną,długą ciemnoczerwoną suknię z cekinami, a na stopach wysokie obcasy.
- Gdzie jest Miriam? - zapytała drżącym głosem. Zamurowało nas.
- To rudowłosa mała dziewczynka? - odezwał się nagle Los.
- Tak - odparła cieniutkim głosem, w którym wyczuwałam strach.
- Przykro nam, nie mogliśmy nic zrobić - odparł brunet.
- Nie! Nie! - krzyczała czerwonowłosa. Mężczyzna, który stał obok objął ją ramieniem.
- Znaliśmy ryzyko - powiedział czule i delikatnie ucałował ją w czoło. Staliśmy osłupiali. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Nic nie miało jakiegokolwiek sensu.
- Chodźcie za nami - poprosił mężczyzna,tonem nieznoszącego sprzeciwu.
*
Hej!
Mam nadzieję, że pierwszy post przypadnie wam do gustu. Dajcie znać ;)
Musicie mi też wybaczyć, ale wyszłam z wprawy w pisaniu.
Pozdrawiam! :)
czwartek, 21 maja 2015
0,Prolog
Wyobraź sobie, że zasypiasz w domu, a budzisz się w zupełnie innym miejscu. Nie jesteś już w swoim łóżku, leżysz na trawie. Otaczają cię wysokie drzewa, wokół ciebie jest ciemno, jedynie co słyszysz, to szelest liści. Czujesz jak wiatr targa ci włosy, jak jego chłód otula twe ciało.
Gdzie jesteś?
Co zrobisz?
Co się dzieje?
Co się stanie?
Nadia, to dziewczyna, którą po narodzinach porzucono. Została zaadoptowana przez państwo Smith. Wiedli szczęśliwe życie. Nadia nie sprawia nigdy problemów. Nigdy nie piła, nie paliła, a o narkotykach nawet nie myślała. Nie była najzdolniejszą uczennicą, ale zdawała z klasy do klasy bez problemów. Wszystkie kłopoty z rówieśnikami zachowywała dla siebie i próbowała rozwiązać sama, bez niczyjej pomocy. Typowa nastolatka...
*
Hej kochani!
Dajcie znać co sądzicie o prologu. Wiem, że mało mówi, ale mam nadzieję, że będzie wzbudzał ciekawość i zatrzyma was na dłużej.
Gdzie jesteś?
Co zrobisz?
Co się dzieje?
Co się stanie?
Nadia, to dziewczyna, którą po narodzinach porzucono. Została zaadoptowana przez państwo Smith. Wiedli szczęśliwe życie. Nadia nie sprawia nigdy problemów. Nigdy nie piła, nie paliła, a o narkotykach nawet nie myślała. Nie była najzdolniejszą uczennicą, ale zdawała z klasy do klasy bez problemów. Wszystkie kłopoty z rówieśnikami zachowywała dla siebie i próbowała rozwiązać sama, bez niczyjej pomocy. Typowa nastolatka...
*
Hej kochani!
Dajcie znać co sądzicie o prologu. Wiem, że mało mówi, ale mam nadzieję, że będzie wzbudzał ciekawość i zatrzyma was na dłużej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)